Bo z niechcenia.
Siedzę na oknie patrząc głupio przed siebie – jakby było na co patrzeć. Myślę o życiu. Sumienie już dawno uśpione pustą butelką po ćwiartce. Mogę spokojnie trwać. I liczyć. Liczę smugi na oknie, liście na jednym smutnym drzewku, nowe siniaki na twarzy sąsiadki z parteru, puszki wygrzebywane ze śmietnika przez mężczyznę o starych oczach, starszych niż on sam. Nic tu nie jest bez powodu. Tak mi się wydaje. Choć co ja mogę wiedzieć. Siedzę i trwam, patrze i liczę. I nie ma do kogo się odezwać. No może oprócz ptasiego kompana, wiernego, zielonego PePe który zna odpowiedziedź na każde pytanie:
-PePe jak myślisz? Będzie padać?
- “Pe Pe!!”
-PePe co sądzisz o Nim?
- “Pe Pe!!”
-PePe co będzie jutro?
-“PEPE!!”
I rzeczywiście od trzech lat, co każde jutro jest PePe. Mądry ten ptak.
Nie warto siedzieć na oknie. Opuszczam więc zasłony i nie patrzę i nie myślę. I nie pytam o jutro bo wiem, że jutro tez będzie PePe i radosny pisk o poranku.
~…i Piękna z kacem
Mat powiedział
styczeń 7, 2009 @ 7:37 pm
Pepe, kurwa!